Carska droga - remont, modernizacja, czy może…nic!
Ja wolę nazwę carski trakt, ale w powszechnej świadomości panuje – carska droga (CD). Trakt, to coś więcej, bardziej podniośle i historycznie. To nie jest zwykła droga, tylko - trakt! A przecież chodzi nie o byle jaką drogę, tylko carską, integrującą miłośników bagien i mieszkańców zwłaszcza basenu południowego. Tak naprawdę, to wszystkich tych, którzy wiedzą gdzie jadą i po co. Do BbPN, z południa jest tylko jedna droga. Trakt Carski! Po tej inwokacji czas przejść do meritum sprawy i dobrze byłoby się nikomu nie narazić, a przecież kwestia omawiana na wczorajszym spotkaniu, poruszyła chyba trochę środowisko. Ale pora zacząć od początku.
Na zaproszenie dyrektora BbPN (wielkie dzięki!) z gardłem i nosem pełnym wirusów i innej maści bakterii, wyruszyłem na spotkanie organizowane przez p. Katarzynę Ramontowską, w sprawie zapowiadanej przez Starostwo Monieckie modernizacji, czy też może przebudowy drogi, zwanej popularnie „Carskim Traktem”. Biorąc pod uwagę pęd ostatnich czasów, do remontowania i modernizowania wszystkiego, na co można jeszcze pozyskać fundusze unijne, byłem pełen obaw o losy tego specyficznego odcinka w polskiej infrastrukturze drogowej. Nie myliłem się, a przecież nie znałem wcześniej, przewidywanego zakresu robót na trasie Laskowiec – Osowiec. Na szczęście to tylko projekt, ale przy wszystkich wszak projektach, istnieje spora szansa na ich realizację, no i generalnie właśnie w tym celu się je sporządza. A jak się okazało, planowany zakres byłby niewąski. Poszerzenie jezdni, budowa miejsc parkingowych, przepustów, a może nawet wygładzanie zakrętów. Po co? A no po to, aby turystom na tym odcinku jeździło się bezpieczniej, wygodniej, może szybciej? W każdym razie przyjemniej. Tylko ja mam wątpliwości i na szczęście nie tylko ja, ale i wiele osób zgromadzonych na tym spotkaniu. Oczywiście, droga nie służy tylko takim jak ja, przyjezdnym świrusom rozglądającym się za zwierzątkami i roślinkami, ale również pracownikom Parku, okolicznym rolnikom i mieszkańcom. Główny jednak motyw modernizacji Traktu, to chęć zintensyfikowania ruchu turystycznego, może autokarowego i w ogóle turystyczna propaganda. Jak to się ma do „Crash testów” odbywających się na drodze Grajewo – Białystok. Przecież każde unowocześnienie tej drogi, spowoduje nasilenie również tranzytu. Mając do wyboru ten odcinek drogi, kierowcy tirów mogąc zaoszczędzić paliwo, wybiorą właśnie drogę przez bagna. Sam dużo jeżdżę i wiem co się dzieje na odcinkach wyremontowanych pod Łodzią, gdzie pomimo zakazów tiry są wszechobecne, a osobówki lecą z prędkością światła metr nad ziemią. Jeśli droga zostanie przystosowana do rozwijania większych prędkości, to nie ma siły żeby nie znaleźli się chętni do wykonania testów wydajnościowych własnych aut i nic, ani nikt w tymi im nie przeszkodzi. Żadne zakazy ani nakazy. A przecież pozostają również turyści o tzw. niższej świadomości, którzy pędzą na weekend i jest całkiem prawdopodobne,że to ich jedyny wypad nad Biebrzę. Ot, kolejne miejsce na mapie polskich atrakcji tyrustycznych do zaliczenia. Nie pocisną? Mając świadomość, że już w ich agroturystycznych kwaterach rozpalono grilla, a „browarek” chłodzi się w studni? Pewne jak podatki!A żabki, ptaki, zaskrońce, łosie, sarny, lisy, bobry, wilki….itp, będą pryskać na drodze (bo wówczas, to już będzie droga), jak bańki mydlane i tylko ścierwo trudne do zidentyfikowania, będzie wskazywało na zwiększoną penetrację turystyczną. Czy tego chcemy? Czy to jest ochrona zwierząt? Czy już dzisiaj spotykane truchło na trakcie, nie jest wystarczającym sygnałem i zapowiedzią nadchodzących niebezpieczeństw? Mój stryj, który był leśnikiem koło Augustowa, opowiadał mi kiedyś o wypadku, w którym łoś zapakował się po uderzeniu, do szoferki dużego fiata. Wiadomo, łoś to zwierzę „wysoko skanalizowane”, o długich nogach, który po podcięciu całym impetem przewraca się na maskę auta. Wówczas przybił łopatami kierowcę do fotela. Ktoś powie, że człowiek jest ważniejszy, i prawda, ale czy po takich zdarzeniach nie odezwą się głosy zmierzające do eliminacji zagrożenia ze strony zwierząt np. poprzez zmniejszanie biebrzańskiej populacji gatunku Alces alces? Odezwą się, bo nikt nie będzie mówił o tym, że ktoś nie zachował przepisów. Była tragedia, a człowiek jest najważniejszy. A ile razy wszystkim nam łosie przechodziły przez jezdnię? Czy to jest takie rzadkie? Na carskim trakcie zimową porą widuję ich dziesiątki w ciągu dnia! Tak dziesiątki!!! Wczoraj przy tak paskudnej pogodzie widziałem osiem sztuk. One nie mieszkają po swoich stronach drogi. To zwierzęta, dla których asfalt nie stanowi przeszkody. Chodzą po nim, leżą koło niego, a nawet korzystają z kąpieli słonecznych. Zderzenie z łosiem, jest jak „czołówka” z żywą ścianą. Dlaczego łosie giną na torach? Bo się nie boją, one nie mają zbyt wielu wrogów, może poza wygłodniałą watahą wilczą, ale to muszą być zdesperowane stworzenia. Co za tym z traktem? Opowiadam się stanowczo za wariantem zostawienia go w spokoju, bez modernizacji ani ulepszeń. Niech będzie taki jaki jest.
Oczywiście łatwo jest negować nie dając alternatywy. Ale one przecież istnieją. Można modernizować inne drogi, chociażby przez Tykocin. Myślę, że tam wszyscy będą zadowoleni. Można zaliczyć trakt do pomników myśli inżynieryjnej, wszak to jedyna taka grobla usypana w mokradłach na przestrzeni tylu kilometrów. Można oczywiście sukcesywnie łatać pojawiające się dziury, bo tych na pewno nie zabraknie. Ale „kroić” nową nawierzchnię lub prasować górki, albo ścinać zakręty? NIGDY!!! To są sprzeczności. Park musi chronić zwierzęta dla ludzi, to fakt. Ale też musi chronić ludzi przed zwierzętami i odwrotnie. To musi być wielka symbioza. Naruszenie obecnego status quo, może spowodować efekt domina. A jak nie będzie tu już co oglądać (bo wszystko wytnie wspaniała trasa), to po co wtedy jechać do Osowca? Po co wtedy Park Narodowy? Kto i po co będzie tu jeździć? A dzisiaj? Czyż nie warto pocierpieć jadąc max. 50 km/h, bo szybciej się nie da? Czyż widok wspaniałego łosia nie nagradza wszystkiego? Czy wiecie, ilu ludzi nigdy nie widziało łosia, ilu ludzi nigdy go nie zobaczy? Miliony. A czy wiecie, co w znakomitej większości ludzie chcą nad Biebrzą widzieć? Właśnie to zwierzę. Bagna i łosie, reszta jest dla specjalistów, koneserów i znawców. Uszanujmy Carski Trakt, poprawa go, przypomina dowcip, gdy chłop rannemu w wypadku motocykliście, odkręcił głowę na właściwe miejsce, tylko nie zauważył, że ten, tyłem na przód założył marynarkę, żeby mu zwyczajnie przez guziki nie wiało. Nie bądźmy takim właśnie pomagierem. Liczę na rozsądek. Nie wszystko złoto, co się świeci.
P.S. Argumenty z karetkami pogotowia? Omawialiśmy i na to rozwiązanie. Może jest łatwiej wysyłać je z innego miejsca niż Mońki. Ale to już kwestie dla władz lokalnych. Spodziewam się polemiki, ale również oficjalna strona parkowa przygotowuje na to miejsce.
P.S. 2 Jeszcze raz dziękuję za możliwość wzięcia udziału w spotkaniu, a pani Katarzynie za fachowe przygotowanie dyskusji. Poznałem wiele wspaniałych osób, naprawdę oddanych sprawie. Z takimi ludźmi musi się udać.
Pozdrawiam gorąco, Marek
P.S.3 Zdjęcia łosi, naturalnie z TRAKTU, szkoda że słońce ostatnio nie dopisuje. Robione często prawie po ciemku.